red or blue pil

Czy obiektywne doświadczenie jest możliwe?

do strony głównej pdf share

Jak na ironię, często zakładamy, że inni podzielają tę samą perspektywę, co my. To, że tak nie jest, staje się oczywiste, gdy nasze interakcje z innymi skutkują nieporozumieniami, kłótniami, a nawet konfliktami. Czy naprawdę jest tak trudno widzieć rzeczy z perspektywy drugiego człowieka? Czy taka dysharmonia w naszych relacjach z innymi jest nieunikniona?

Są to istotne pytania, niezależnie od tego, czy pragniemy pokoju, czy tylko chcemy uniknąć dysharmonii, jaką powoduje nasza subiektywność. Ta sama wątpliwość pojawia się, gdy próbujemy doświadczyć czegoś tak jak inni, lub postawić się w sytuacji innej osoby, próbując zrozumieć, dlaczego doświadcza ona i reaguje inaczej niż my. Rzeczywiście, czy możliwe jest w ogóle bycie obiektywnym uczestnikiem w naszych interakcjach z innymi?

Kanadyjski antropolog i etnobiolog Wade Davis prowadził na Haiti naukowe obserwacje religijnego doświadczenia voodoo, które opisał w swoich dwóch książkach: “The Serpent and the Rainbow” (Wąż i tęcza) oraz “Passage of Darkness” (Przejście ciemności). Jego badanie haitańskiej religii voodoo koncentrowało się na pochodzeniu zombie, quasi-mitycznego stanu zawieszonej świadomości rzekomo narzucanego swoim ofiarom jako środek dyscypliny lub kontroli. Podczas gdy ofiara zombifikacji jest fizycznie żywa, pozornie brakuje jej własnej świadomości, staje się całkowicie podatna na manipulację lub kontrolę przez innych.

Celem tego naukowego przedsięwzięcia było zidentyfikowanie sekretnych aktywnych składników wykorzystywanych w procesie zombifikacji, aby ustalić ich potencjane zastosowanie w medycynie zachodniej. Davis był pochłonięty staraniami o uzyskanie prawdziwego zrozumienia zjawisk religijnych, które obserwował. Haitańskie voodoo to złożona i głęboko uduchowiona religia politeistyczna, która powstała na Haiti jako synergia tradycyjnych religii zachodnioafrykańskich i rzymskiego katolicyzmu. Davis chciał odkryć nie tylko, w jaki sposób wyznawca voodoo może stać się podatny na zombifikację, ale także dlaczego.

W miarę postępu swoich badań Davis zdał sobie sprawę, że skuteczność biologicznych i biochemicznych składników ich magicznych mikstur była integralną częścią życia duchowego, rytuałów i kultury wyznawców voodoo. Chociaż biochemiczne składniki magicznych mikstur voodoo były psychoaktywne, samo ich działanie i skutki nie wystarczały do wyjaśnienia zjawiska zombifikacji. To przekonania wierzącego były integralną częścią skuteczności lub nie procesu zombifikacji.

Punktem kulminacyjnym doświadczenia Davisa z tajnymi stowarzyszeniami religijnymi voodoo był moment, w którym w pełni zdał sobie sprawę z dylematu współczesnej nauki, w szczególności antropologii i etnobiologii. Dowiadując się więcej o tej religii i uczestnicząc w jej praktykach i rytuałach, Davis osiągnął to, co było dla niego nieprzekraczalnym progiem: granicę między obserwowaniem a wiarą, między obiektywną obserwacją a subiektywnym doświadczeniem. W tym momencie Davis zdał sobie sprawę, że musi dokonać wyboru między dwoma niemożliwymi do pogodzenia wyborami: pozostać zewnętrznym obserwatorem, pozostać znanym antropologiem, którym był, lub porzucić swój cenny światopogląd i karierę naukową i zostać wtajemniczonym w religię voodoo, aby jej doświadczyć jako prawdziwie wierzący.

Kiedy Davis przygotowywał się do inicjacji w religię voodoo, rada przywódców społeczności Bizango przekazała mu

głębokie ostrzeżenie, zdecydowane oświadczenie, że moje działania mają konsekwencje. Dopełnienie wtajemniczenia w społeczności Bizango […] miało być nieodwołalnym krokiem. Nie będę już dłużej outsiderem, swobodnie lądującym gdziekolwiek zechcę. Stałbym się częścią matrycy, związany z innymi członkami ślubami i zobowiązaniami. […] Nie wystarczy udokumentowanie zbioru zasad postrzeganych przez kierownictwo Bizango; miałbym obserwować, jak rozgrywały się one w codziennym życiu wspólnoty.

Uświadomiwszy sobie, że po prostu niemożliwe jest kontynuowanie studiów jako obiektywny obserwator, Davis nie mógł kontynuować swojego eksperymentalnego przedsięwzięcia

dopełnienia mojej inicjacji w społeczeństwie Bizango, nie jako cel sam w sobie, ale tylko jako środek.

Aby to zrobić, musiałby zanegować swoje akademickie wykształcenie: stanie się prawdziwym wierzącym wymagało czegoś więcej niż tylko zawieszenia wszelkiej obiektywności; wymagało pełnego zaangażowania w społeczność jako autentycznego uczestnika i członka, bez myśli o doczesności, ani żadnej możliwości odstępstwa lub odwołania swoich doświadczeń i przekonań voodoo. Tylko w ten sposób jego doświadczenie mogło być prawdziwie autentyczne.

Te obserwacje i doświadczenia ukazują poszukiwaczowi na duchowej ścieżce dwa całkowicie istotne dylematy. Aby doświadczyć duchowej ścieżki lub systemu wierzeń w sposób, w jaki czyni to osoba, która naprawdę nią podąża – to znaczy naprawdę zrozumieć światopogląd i doświadczenie życiowe prawdziwie wierzącego – osoba poszukująca nie może mieć na myśli planu wyjścia, tak jak nie ma go prawdziwie wierzący. Aby doświadczać tak jak czyni to prawdziwie wierzący, trzeba być prawdziwie wierzącym, wiara musi być żywą wiarą, bez zastrzeżeń i ograniczeń.

Co więcej, nawet jeśli ktoś chciałby całym sercem zobowiązać się do podążania drogą życia osoby wierzącej, może jej doświadczyć jedynie z własnej perspektywy, opartej na kontekście własnego dziedzictwa karmicznego i doświadczenia życiowego. A to, jak ktoś doświadcza nowego sposobu życia, jest nieuchronnie uzależnione od poprzedniego stanu życia i nagromadzonych w nim doświadczeń. Doświadczenia te są nieuchronnie unikalne dla każdej osoby.

Dlatego możemy wywnioskować, że własne doświadczenie nie może być użyte do definitywnego zdefiniowania lub opisania doświadczeń życiowych innych ludzi.

Co to wszystko oznacza dla poszukiwacza Prawdy? Sugeruje to, że jakiekolwiek uczestnictwo w duchowym systemie wierzeń, wiary lub wiedzy, które jest czymś innym niż szczerym i autentycznym zanurzeniem się w nim, nie może ujawnić jego prawdziwie żywej rzeczywistości. Prawdy nie można znaleźć w żadnej doktrynie lub objaśnieniu duchowej ścieżki lub systemu wierzeń, poza żywym jej doświadczeniem. Jesteśmy bowiem żywymi istotami, a zatem prawdę możemy postrzegać tylko z naszej własnej perspektywy, z naszego własnego stanu życia – w jego całości, z jego uczciwością i przemijalnością.

Dlatego też, gdybyśmy mieli wejść na duchową ścieżkę, by po prostu zbadać, czy jej nauki zgadzają się z naszym konkretnym światopoglądem, nie powinniśmy być zaskoczeni, jeśli nie znajdziemy niczego więcej niż to, w co już wierzyliśmy, że wiemy! A jeśli zaangażujemy się w naszą eksplorację duchowej ścieżki z planem ucieczki mocno schowanym w tylnej kieszeni, nie powinniśmy być zaskoczeni, jeśli nie zobaczymy ani nie doświadczymy tego tak, jak robią to nasi „współwyznawcy”!

Bycie poszukiwaczem Prawdy oznacza, że nie zakłada się, że już ją posiadamy, ani nie oznacza żadnego konkretnego czy teoretycznego wyobrażenia o tym, czym ona jest. Nie jest się więc zaskoczonym ani rozczarowanym, gdy to, co zostanie znalezione, w niewielkim stopniu przypomina to, czego początkowo oczekiwano. Poszukiwanie w ten sposób nieznanej prawdy przynosi wgląd we własną ścieżkę doświadczenia i obecny stan świadomości, a to samo w sobie staje się żywym wyrazem tej prawdy.

Stoimy przed wzniosłą dychotomią. Jako indywidualne istoty osobowości zdajemy sobie sprawę, że nie jesteśmy w stanie osiągnąć Prawdy dla siebie, jednocześnie odkrywając, że nasze jej postrzeganie różni się w zależności od osoby. I jako istoty świadome duszy, odkrywamy, że to nie samej Prawdy szukamy i to nie ją znajdujemy, ale jej obraz, który rodzi się w nas i objawia się przez nas.

do strony głównej pdf share