stairs

O umieraniu na skraju czasu - część 4

do strony głównej pdf share

Idź do części 3

Niniejsze teksty zostały wykorzystane w Niemczech jako podcasty na temat śmierci, trwające łącznie niecałą godzinę. To zdecydowanie zbyt krótko, aby móc wyczerpać temat, lecz jednocześnie wystarczająco długo, aby treści te zdążyły nas poruszyć. I właśnie na tym nam zależało - na stworzeniu warunków, w których będziemy mogli doświadczyć tego poruszenia i stanąć na progu, przed tą bramą, i otworzyć się na jej tajemnicę.

W każdej chwili, tu i teraz, możemy doświadczyć tajemniczego procesu przemiany: codziennego umierania i odradzania się. Lub, parafrazując cytat z Angeliusa Silesiusa, możemy stwierdzić:

„Kto umrze zanim umrze, nie umrze, kiedy umrze”.

Tego umierania „zanim umrzemy”, możemy się nauczyć. Jest ono nieodłączną cechą wyzwalającej ścieżki duchowej. Znamy to „pojawianie się, rozkwit i przemijanie” wszystkich rzeczy, które na Ziemi wydarza się bezustannie. Tworzy ono z pewnością cykl, lecz jednocześnie jest również kołem życia, wspaniałą wielką całością, w której ludzkość ma swoje miejsce i w którym ma szansę rozwijać się nie tylko na zewnątrz, lecz przede wszystkim wewnętrznie.

Co więcej, ścieżka, która wyzwala nas z tego cyklu, jest wspaniała. Krocząc nią, możemy patrzeć na koło życia z wyższej perspektywy, ponieważ w naszej istocie istnieje duchowa zasada, wykraczająca poza czas. Z biegiem naszego życia i w miarę gromadzenia doświadczeń, nasza świadomość dojrzewa, a my docieramy do punktu, w którym stajemy się gotowi na zetknięcie się z tą odwieczną zasadą.

To nadaje śmierci nowego znaczenia i wymiaru. Wzrasta w nas świadomość i pewność, że istnieje ciągłość istnienia, która wykracza daleko poza to, czego doświadczamy tutaj jako życia.

Poeta Novalis mówi: „Dokąd zmierzamy? Zawsze do domu”. Uspokojony tymi słowami, mogę dalej podążać swoją drogą, pełen radości i poczucia wolności.

W moim życiu bezustannie przechodzę przez progi - aż w końcu przekraczam ten ostatni. Mogę uczynić ten ostatni krok wiedząc z całkowitą pewnością, że jako część wiecznego strumienia życia i świadomości, jesteśmy zawsze bezpieczni i chronieni.

Opada liść, z bardzo daleka spada,

jak gdyby więdło coś w niebiańskich sadach;

pada z powolnym gestem zaprzeczenia.

Po nocach zaś opada ciężka ziemia

ze wszystkich gwiazd na dno osamotnienia.

Przyjrzyj się innym, przyjrzyj ręce własnej:

listopad ów odnosi się i do niej.

Jest jednak ktoś, kto w bezgranicznej łasce

trzyma spadanie owo w swojej dłoni.

(Reiner Maria Rilke „Jesień” z „Księga obrazów”, przeł. A. Sandauer )

do strony głównej pdf share